1 luty dniem Brexitu - co się zmieni dla obywateli i biznesu w UE
Zamknij
+48 505 536 664
Pon - Pt : 9:00 - 17:00

1 luty dniem Brexitu - co się zmieni dla obywateli i biznesu w UE

1 luty dniem Brexitu - co się zmieni dla obywateli i biznesu w UE

O Brexicie pisaliśmy już jakiś czas temu. W końcu ustalono datę ostateczną, obie strony doszły do porozumienia a wyjście Wielkiej Brytanii ze struktur Unii Europejskiej stanie się faktem który znacząco wpłynie na gospodarkę regionu a może i świata… ale czy aby na pewno?

W byciu populistą najpiękniejsze jest to że łatwo jest znaleźć decyzję czy ustawę która pozornie jest po prostu głupia, a w praktyce stanowi niesamowity majstersztyk i zbijać kapitał polityczny na jej krytykowaniu. Słynne stały się już przypadki rozporządzeń o krzywiźnie banana czy uznania ślimaka za rybę. Pozornie brzmią one jak absurd, dlatego że przeciętny Kowalski czy Smith nie zada sobie trudu zrozumienia ich głębi. Nikt na co dzień nie nie ma czasu rozważać tak szczegółowych danych jak to że banany w ameryce południowej po prostu mają inną krzywiznę i dzięki pierwszej wspomnianej ustawie UE ograniczyła eksport z krajów które poza bananami słyną też z dostarczania innych "płodów rolnych" i wsparła handel z krajami sojuszniczymi. Jednocześnie ustawa ta pomogła uniknąć tak nieprzyjemnych określeń jak sankcje. To samo tyczy się “ślimako-ryby” czyli uniknięcia tworzenia osobnych ustaw, będących wyjątkiem dla Francji wymagającej wsparcia tej gałęzi gospodarki. Byłaby to nie tylko nadmiarowa praca ale także furtka dla innych krajów na żądanie dodatkowych świadczeń. Oczywiście nikt nie twierdzi że każda ustawa w UE jest tak dobrym i przemyślanym posunięciem, jednak mieszając te dobre, te złe i te dziwnie brzmiące decyzje można śmiało robić własnym obywatelom wodę z mózgu i zbijać wspomniany już kapitał polityczny. 

 

Wiedzą o tym doskonale konserwatyści - populiści z Wielkiej Brytanii którzy wykorzystują ten fakt od … 1975 roku czyli od czasu pierwszej dyskusji nad Brexitem. Powstał jednak dla nich pewien problem, ponieważ czasami można się zagalopować w swoim populizmie tak daleko, że większośc ludzi zacznie nam wieżyć. Problem nasilił się 23 czerwca 2016 kiedy to referendum przeprowadzone w Wielkiej Brytanii wskazało że wyspiarze chcą się odłączyć. Wbrew obiegowej opinii było ono niewiążące dla brytyjskiego rządu ale kiedy od lat bazuje się na przekonywaniu ludzi że jest zupełnie inaczej i mają prawo decydować w tak ważnej kwestii to pozostaje już tylko iść w zaparte i dążyć do realizacji szalonego postulatu. I tutaj pojawiły się już duże, realne problemy. 

 

Pierwszym były realia w których Wielka Brytania się znajduje czyli całkiem spora zależność od rolnictwa na kontynencie które zapewnia im około ⅓ zapotrzebowania na pożywienie. Trochę słabo powiedzieć obywatelom że pierwszym skutkiem wyjścia będzie masowa głodówka. Dlatego partie konserwatywne zaproponowały “pozorne wyjście” polegające na tym że przestaną partycypować w wydatkach ale zachowają wszystkie przywileje wynikające z bycia w Unii. Na szczęście to rozwiązanie dosyć szybko zostało obalone, co więcej parlament europejski przypomniał że od dnia głosowania rząd brytyjski ma 2 lata na dojście do porozumienia albo nastąpi słynny już twardy Brexit.



Jak wspominaliśmy w poprzednim artykule, termin ten był wielokrotnie przesuwany. Co więcej pojawiły się dodatkowe problemy. Szkocja w której 86% obywateli chce dalej przynależeć do Unii Europejskiej, jak na złość zaczęła pytać: "jak to jest że Anglicy krytykują taką formę współdziałania między krajami jednocześnie wmawiając Szkotom że ich Unia jest dla nich bardzo korzystna i wyjście z niej byłoby samobójstwem". Wątpliwości i logiczne dysonanse narastały tym bardziej że jednym z głównych zarzutów względem Rady Europy była opieszałość w podejmowaniu trudnych decyzji. 

 

I tak zastał nas nowy rok i nowy, genialny pomysł konserwatystów brytyjskich. 1 lutego 2020 roku Wielka Brytania oficjalnie wyjdzie ze struktur Unii Europejskiej!!!... no chyba że nie. Kolejne, przesunięcie twardego Brexitu zakrawałoby już na komedię natomiast jego realizacja byłaby po prostu tragedią więc wymyślono… wyjście z okresem przejściowym. Brzmi podejrzanie? Co zmieni okres przejściowy? Jak długo będzie trwał? Odpowiedzmy sobie po kolei na powyższe pytania.

 

Brzmi zdecydowanie dobrze bo w końcu, z niemal dwuletnim poślizgiem konserwatyści mogą odtrąbić sukces. Co zmieni te wyjście? Absolutnie nic! W okresie przejściowym zasady podróżowania - pozostają niezmienne, zasady partycypacji w kosztach - pozostają niezmienne, zasady handlu międzynarodowego - pozostają niezmienne. Co się zmienia? Nazwa - z negocjacji na temat wyjścia na wyjście z okresem przejściowym. Jak nietrudno się jednak domyśleć to okres przejściowy, powinien się kiedyś jednak skończyć i tą datę wyznaczono na 31 grudnia 2020r. Więc może chociaż przeciąganie tego szaleństwa w czasie i mamienie ludzi się skończy? Niestety nie, ponieważ w przygotowanym dokumencie ustalono że z końcem bieżącego roku, jeśli strony nie dojdą do porozumienia nastąpi przejście na standardowe regulacje międzynarodowego handlu czyli niemal twardy Brexit albo... - i jesteśmy w stanie uwierzyć że to dopisano mniejszą czcionką - ...przedłużenie okresu przejściowego. 

 

I w ten sposób pozornie zmieniło się wszystko, w praktyce zupełnie nic. Populiści zyskali zwycięstwo i czas aby je świętować. Co dalej, będą martwić się na koniec roku, tymczasem Boris Johnson, autor “nowego” rozwiązania odtrąbił na Twitterze:

 

"Mamy wspaniałą, nową umowę, która pozwala nam odzyskać kontrolę"