Czy powinniśmy oceniać lekarzy - część 2
Zamknij
+48 505 536 664
Pon - Pt : 9:00 - 17:00

Czy powinniśmy oceniać lekarzy - część 2


Dziś dalsza część zebranych ostatnio patologicznych zachowań lekarzy i pielęgniarek żerujących na dobrej sławie uczciwie pracujących medyków.

Część pierwsza wpisu



Sami swoi

Znajoma od dłuższego czasu miewała chroniczne bóle głowy i inne objawy które poskutkowały skierowaniem na rezonans magnetyczny. Dzwoniąc aby się zapisać na badanie otrzymała termin który ją trochę zszokował. Nie jest tajemnicą, że na badanie w naszym kraju czeka się czasami miesiące a czasami lata. Nie jest też tajemnicą, że nepotyzm jest w naszą mentalność narodową wpisany jeszcze dłużej. Pacjentka przez telefon wyraziła swoje zdziwienie, mówiąc że jej ciotka, pracuje w tym szpitalu i przekonywała ją że terminy są najszybsze na Śląsku. W odpowiedzi usłyszała zdanie które obrazuje najgorszą część naszego społeczeństwa: “Acha, Ty jesteś od J.? To trzeba było od razu mówić, będziesz miałą badanie za 2 tygodnie”.

 

“Nie wpuszczam bo covid”

Teraz coś z własnego doświadczenia. Przychodnia NFZ Opieka Świąteczna, jeden z katowickich szpitali. Godziny urzędowania od 18 co jest dość ważne w dalszym kontekście historii, stłoczeni ludzie stoją w małym przedsionku o wielkości metra kwadratowego. Łącznie 5 osób w tym dwójka dzieci. Za zamkniętymi szklanymi drzwiami widzę pielęgniarkę krzątającą się po zupełnie pustej poczekalni. Postanowiłem zapytać zgromadzonych co się dzieje i uzyskałem odpowiedź, że należy rejestrować się telefonicznie do pani która siedzi po drugiej stronie drzwi, bowiem ta nie wpuszcza ludzi do poczekalni i nie rozmawia z nimi twarzą w twarz z powodu zagrożenia covidem. Ta tłumaczenie było dziwne w kontekście ludzi ściśniętych w korytarzu jednak zadzwoniłem. Po kilku próbach Pani na recepcji z łaską odebrała telefon. Kiedy zacząłem wyjaśniać, że chce się zarejestrować i co jest powodem mojej wizyty w tej placówce zostałem skarcony. Pani w recepcji powiedziała że najpierw musi włączyć komputer co było dość dziwne zważywszy na to, że na zegarku widziałem godzinę 18:35 czyli od ponad 30 minut  pacjenci powinni być obsługiwani. Jednak po chwili okazało się dlaczego tak się nie dzieje.

 

“Panie doktorze, herbatki, komóreczkę?”

Niestety to nie koniec tej historii. W czasie mojej rejestracji, jedna Pani z dzieckiem postanowiła poszukać pomocy gdzie indziej. Okazało się bowiem, że w placówce nie ma jeszcze lekarza. Przyjechał na dyżur spóźniony 50 minut, a “przesympatyczna” pielęgniarka powitała go słowami “Panie doktorze, przygotowałam Panu herbatkę”. I na tym etapie starałem się jeszcze racjonalizować całą sytuację. Myślałem sobie “pewnie doktor jedzie z innego dyżuru i dlatego się spóźnił a tym bardziej ma prawo chwile odsapnąć”. “Pewnie wytyczne ministerialne zabraniają wpuszczać ludzi do poczekalni i ktoś nie przewidział głupoty i praktycznych skutków tego rozporządzenia”. Jednak czas mijał i po kolejnych 30 minutach wciąż tkwiliśmy stłoczeni w przedsionku, a osób przybywało. Był dosyć wietrzny i zimny wieczór więc nikt nie chciał chory stać na zewnątrz pod wiatą która była jeszcze mniejsza niż metrowy przedsionek. Po rzuceniu kilku niecenzuralnych słów i zagrożeniem, że zadzwonimy na policję z informacją że lekarz odmawia pomocy, Pan doktor łaskawie wziął się do pracy - półtorej godziny po rozpoczęciu dyżuru - i zaczęto wpuszczać pojedynczo osoby. Jednak przerwy pomiędzy przyjęciem pacjentów trwały dłużej niż same wizyty. W gabinecie okazało się dlaczego. Sfrustrowany sytuację wszedłem do pustego od dłuższej chwili gabinetu i zobaczyłem “zapracowanego” grającego w gry na swojej komórce. Resztę pozostawię milczeniu.



Powyższe przypadki pokazują że służba zdrowia której koszty utrzymania dla podatników rosną w zastraszającym tempie, równie szybko obniża swoją i tak kiepską jakość. W takim wypadku należałoby zadać pytanie jak zmienić tą sytuację. Prywatyzacja na wzór USA była kiedyś szeroko omawianym rozwiązaniem. Jednak stan prywatnej służby zdrowia nie jest znacząco lepszy. W czasie wielu dyskusji doszedłem do wniosku, że należałoby rozpatrywać sprawę bardziej indywidualnie. Skoro dziś konsumenci są największą siłą zdolną zmieniać dyskurs globalnych marek po przez bojkot lub wyrażanie poparcia dla danych działań to lekarzy należałoby rozpatrywać podobnie. Powyższe historie oraz wiele innych zebranych których nie przytoczyłem pokazują, że wielu medyków zasłaniając się stresem i przepracowaniem (często niesłusznie) zapomniało o podstawowej empatii i kulturze. Dlatego w mojej opinii należałoby wdrożyć zarówno w prywatnej jak i publicznej służbie zdrowia system oceny pracy lekarzy. Pacjent po wizycie powinien obowiązkowo ocenić czy została udzielona mu fachowa pomoc, jak został obsłużony i jakie podejście miał lekarz, a następnie na bazie takowych ocen należałoby obniżyć pensję tym którzy traktują pacjentów jak mięso, a podwyższyć osobą które wykazują się faktycznym zainteresowaniem w udzieleniu pomocy. Przedstawiajac tą bardzo ogólnikową propozycję spotkałem sie z natychmiastową falą krytyki, nawet wśród osób które doświadczyły patologii systemu służby zdrowia. Mógłbym przekonywać i dywagować na temat tego, że żaden stres ani żadna sytuacja nie powinna zwalniać lekarza z przyzwoitości jednak zachowałem na koniec chyba najsmutniejszy przykład dobitnie pokazujący, że zaangażowanie i wysłuchanie pacjenta ma ogromne znaczenie, a ich brak niesie poważne konsekwencje.

 

Wypadek w pracy

Mój dobry kolega z lat młodości kilka miesięcy temu miał wypadek w pracy z toksynami. Wydawał się bardzo niegroźny i na pierwszy rzut oka uznano że nic wielkiego się nie stało “na szczęście”. Jednak po dwóch dniach pojawiły się u niego rosnące dolegliwości w związku z bólem i obrzękiem gardła. Po wizycie u laryngologa otrzymał leki i został odesłany na tygodniowe L4. Jednak problemy narastały więc 4 dni później zgłosił się do szpitala. Nowy lekarz po badaniu w bardzo niemiłych słowach powiedział mu że histeryzuje i że ma się trzymać zaleceń pierwszego lekarza bo “my tu walczymy z Covidem, a Pana gardło lekko drapie”. Kolega zdążył wychodząc ze szpitala podzielić się niemiłym doświadczeniem przez telefon z rodziną i zaczął się dusić. Doszło do zatrzymania akcji serca, a nim ktoś mu pomógł nastąpiły już nieodwracalne zmiany spowodowane niedotlenieniem mózgu. 

 

Ostatnio odwiedziłem mojego kolegę - niestety już na cmentarzu. A wystarczyłoby minimum zaangażowania i empatii, jednak dziś w opinii sporej części lekarzy albo chorujemy na covid albo wcale. Dlatego warto zapytać jeszcze raz, czy skoro przedsiębiorcy, marki i pracownicy mogą być oceniani w tym jak wykonują swoje obowiązki i jakie mają podejście do pracy to czy nie powinniśmy też realnie oceniać lekarzy. Dopuki ktoś nie odczuje konsekwencji finansowych to nie zmieni podejścia. Dodam tylko, że w kilku sytuacjach zostały złożone skargi do przełożonych, firm a nawet na policję. Jak do tej pory zadziałała tylko jedna - związana z przytaczaną rejestracją telefoniczną.