Po co nam podróże w kosmos? - część druga
Zamknij
+48 505 536 664
Pon - Pt : 9:00 - 17:00

Po co nam podróże w kosmos? - część druga


Jak pisaliśmy poprzednio - https://taxfit.pl/blog/po_co_nam_podroze_w_kosmos_czesc_pierwsza - stoimy dziś na rozdrożu, podobnym do tego na jakim znajdowała się Ameryka 50 lat temu. Cały świat musi zdecydować na co wydawać publiczne środki. Czy kontynuować ledwo co reanimowany podbój kosmosu czy przeznaczyć pieniądze na walkę ze skutkami pandemii.

 

Przeglądając materiały z lat 60-tych można wyciągnąć 5 głównych tez które, nie bez logicznych podstaw podejmowali przeciwnicy podróży kosmicznych. Oto one:

 

Ucieczka w kosmos, nie rozwiąże naszych problemów na ziemi. 

Wojny, nierówności społeczne, łamanie praw człowieka, dziki kapitalizm, ideologiczni i religijni fanatycy, zanieczyszczenie środowiska, i setki innych globalnych wyzwań nie znikną w dniu w którym postawimy stopę na marsie. Chyba… ale o tym za chwilę. Bo trzeba spojrzeć na problem z drugiej strony - czy jeśli porzucimy program kosmiczny to problemy znikną. No nie? Skąd to wiadomo? Bo zrobiliśmy to 50 lat temu, właśnie pod wpływem tego argumentu i nic się nie zmieniło. Owszem jest mniej rasizmu ale więcej nierówności społecznych. Emancypacja kobiet poczyniła gigantyczne postępy ale globalne ocieplenie też. Wniosek jest prosty - nasze problemy są w nas, w naszym zachowaniu i nawykach i nie są zależne od finansowania. Możemy przeznaczyć środki z podróży kosmicznych na programy socjalne ale… umówmy się, w większości przypadków, ich skuteczność jest równie wielka co myślenie życzeniowe ich autorów. Jednak był taki moment w historii ludzkości kiedy na kilka godzin cała ludzkość się zjednoczyła. Jedyne wydarzenie kiedy zaprzestano walk, wojen, konfliktów. Jedyny moment w czasie którego uwaga niemal wszystkich ludzi na świecie skierowana była w jednym i tym samym kierunku. 30% ludzkości oglądało wtedy to wydarzenie w telewizji, reszta słuchała transmisji radiowej a absolutnie wszyscy usłyszeli wtedy słowa “To jest mały krok dla człowieka...”.

 

Technologie kosmiczne nie są nam przydatne na ziemi. 

To najgorszy możliwy argument i jednocześnie najłatwiejszy do obalenia. Tylko podczas budowy Saturna V czyli rakiety która sprawiła że misja apollo 11 wylądowała na księżycu opatentowano ponad … 1200 technologii które weszły do codziennego użytku w przemyśle i w naszych domach. Co na przykład? A chodźby GPS którego istnienie nie byłoby możliwe bez tamtych przełomów technologicznych. Ciężko jest sobie wyobrazić dziś prowadzenie firmy spedycyjnej, przewozowej czy chodźby biura podróży bez tego wynalazku. Swoją drogą dla tych którzy twierdzą że Polacy mają nikły wkład w eksplorację kosmosu mamy ciekawą wiadomość. Otóż nieoficjalny rekord prędkości na księżycu należy poniekąd do nas. Jak to? LRV czyli pojazd księżycowy którym poruszali się astronauci misji apollo po powierzchni srebrnego globu jest w głównej mierze konstrukcją zaprojektowaną przez pana Mieczysława Bekkera - naszego rodaka, który jako inżynier pracujący w USA opracował i skonstruował ten pojazd w zaledwie 17 mc. Rekord wynosi 7,6 km /h i może nie jest zbyt imponujący ale pan Mieczysław twierdził że pojazd może wyciągnąć nawet 20km/h, tylko amerykanom nie starczyło odwagi na aż tak ekstremalne testy. 

 

Na księżycu i tak nie da się żyć.

Może i za czasów Neil’a Armstrong’a tak było. Jednak pamiętajmy że technologie poszły mocno do przodu. Dziś mamy możliwości o których 50 lat temu nie śniło się nawet największym optymistom. Perspektywa osiedlania się na innych planetach czy księżycach nie jest już tylko fantastyką, a wymienione w poprzedniej części artykułu agencje kosmiczne z całą pewnością na poważnie planują założenie stałej bazy na księżycu a docelowo na Marsie. Czy będzie to proste? Z całą pewnością nie, ale opcja kolonizacji nowych światów raczej nigdy nie wydawała się prosta. Zresztą świetnie opowiada o tym fabularyzowany dokument pod tytułem “MARS“ który polecamy wszystkim wątpiącym w sens dzisiejszych działań. 

 

W kosmosie nie ma nic cennego. 

Jesteśmy w stanie zrozumieć że sceptycy 50 lat temu tak twierdzili. Jednak dziś każda osoba podzielając ten pogląd jest po prostu niedouczona. Doskonałym przykładem może być… złoto. Powstaje ono w bardzo specyficznych warunkach. W czasie zapadania się lub zderzenia wyjątkowo masywnych obiektów. Takie zjawisko obserwowaliśmy ostatnio w 2019 roku kiedy dwie gwiazdy neutronowe stworzyły hipernową. Ile złota powstało w wyniku tego zderzenia? Naukowcy szacują że 20. Tylko czego? 20 kilogramów? 20 ton? 20 razy tyle... ile waży ziemia. Tak, gdzieś w kosmosie, unoszą się wesoło góry dosłownie zrobione ze złota. I nie jest to jedyny taki przypadek, ani jedyny minerał którego wydobycie w ziemskich warunkach za kilkadziesiąt lat może być droższe niż sprowadzenie z kosmosu. Nie trzeba być księgowym żeby wiedzieć że to się opłaca.

 

Wkurzymy obcych

Tak, tak, nie ma co się śmiać. Duża grupa osób, po dziś dzień twierdzi że latając poza naszą planetę możemy niechcący dać znać obcej wrogiej cywilizacji o tym że żyjemy sobie na rzadkiej, bogatej w życie, wodę i minerały planecie. Przed misją Voyagera były wręcz masowe protesty w USA ponieważ na jego pokładzie zamieściliśmy dokładny opis człowieka i życia na ziemi. I miałoby to wszystko sens gdyby nie Guglielmo Marconi. Ten miły Pan, syn włoskiego kupca, we wrześniu 1895 roku uzyskał pierwszą transmisję radiową. Od tamtej pory, ludzkość nieustannie emituje we wszystkich kierunkach wszechświata, gigantyczny sygnał pozwalający nas namierzyć. I o ile nie planujemy wyłączyć całej elektroniki świata to raczej loty nawet na krańce układu słonecznego, nijak nie wpłyną na naszą “widoczność”.



Abstrahując od rozwoju, zdobywania wiedzy, postępu technologicznego czy mnóstwa innych pozytywów jakie dają programy kosmiczne to inwestowanie w te projekty badawcze daje nam coś co jest absolutnie bezcenne - CZAS. Dzięki kolonizacji nowych światów nie rozwiążemy naszych problemów, nie zmienimy nawyków, nie uleczymy wszystkich chorób... ale uzyskamy więcej zasobów, miejsca do życia i możliwości rozwoju niż pozostając tylko na błękitnej planecie. Pozatym jest jeszcze jeden ważny aspekt. Najczęściej wydatki na programy kosmiczne są silnie związane z wydatkami na zbrojenia. Więc chyba lepiej żeby politycy wydawali nasze pieniądze z podatków na wyścig kosmiczny, a nie wyścig zbrojeń, prawda?