Trzy czynniki które znowu zamrożą gospodarkę
Zamknij
+48 505 536 664
Pon - Pt : 9:00 - 17:00

Trzy czynniki które znowu zamrożą gospodarkę

Czy na pewno odmrożenie gospodarki w tym momencie jest decyzją, z której rząd za chwilę nie wycofa się rakiem?

Powoli lecz systematycznie przebijają się informację o tym że rząd po zamordowaniu gospodarki tego kraju postanowił ją odmrozić. Co to oznacza dla naszych firm?

Zacznijmy może od bardzo ważnego cytatu, którym ostatnio posługujemy się nagminnie, ale trzeba przypominać polityką podstawy aby się nie pogubili: 

 

“Działalność gospodarcza to zarobkowa działalność wytwórcza, budowlana, handlowa, usługowa [...] wykonywana w sposób zorganizowany i ciągły” 

 

Źródło: Ustawa o Swobodzie Działalności Gospodarczej z dnia 2 lipca 2004r.

 

Słowo ciągły tutaj ma podwójnie duże znaczenie. Pandemia zmusiła wielu z nas do przerwania ciągłości w prowadzeniu biznesu. Na szczęście powoli gospodarki poszczególnych krajów mają być odmrażane. Wrócimy do normalności, pokonaliśmy pandemię, COVID-19 zniknął ze świata, a my nie notujemy więcej przypadków zachorowań… No właściwie to… nie. Wirus jak był, tak jest, ludzie chorują i umierają, a dane publikowane na WHO, owszem pokazują że od kilku dni zachorowania nie rosną, ale wciąż są wysokie i liczone w tysiącach dziennie. Jakby spytać tak szczerze rządzących co się zmieniło i czemu odmrażają gospodarkę to pewnie odpowiedź brzmiałaby “bo inne kraje tak robią więc robimy tak samo”. Niemniej jednak, nie będziemy pytać, tylko się cieszyć że pozwala nam się ponownie pracować. Jak długo jednak ten stan się utrzyma? Są trzy czynniki które mogą sprawić że 19-tego gospodarka zacznie się odmrażać, a już po kilku dniach władze zmienia zdanie i zamrożą ją do zera absolutnego. Oto przed Państwem trzy rzeczy które warto wziąć pod uwagę przy planowaniu dalszej strategii przetrwania naszej firmy, bo być może popracujemy tydzień czy dwa i znów rząd każe się zamykać.

 

Polak kombinator, mądry po szkodzie

Było rozporządzenie że w sklepach mają być rękawiczki jednorazowe. Nie dopisano dokładnie jakie, więc każdy sklep wystawił te najtańsze, do pieczywa. Mają fabryczną perforację więc chronią przed wirusem mniej więcej tak jak modły czyli raczej na zasadzie wiary i pokrzepienia. Było też rozporządzenie że w sklepie ma być tyle osób ile kas, to co niektórzy Janusze przedsiębiorczości, wyciągali dodatkowe kasy, chodźby i niedziałające. Teraz idą rozporządzenia że już od czwartku mamy zasłaniać twarz. Sam minister zdrowia podpowiada że wystarczy szalik, chusta, czy cokolwiek i już mamy zadanie zaliczone oraz spokój od policji. Paranoja polega na tym że bawełniana chusta oczywiście nie chroni przed niczym poza rozsiewaniem własnych zarazków (i to tylko do pewnego stopnia, bo część i tak się przedostanie przy kichnięciu). Pytanie tylko czy kulturalny człowiek i tak nie zasłania ust jak kaszle czy kicha, a cham który tego nie robi zacznie nagle nosić maskę. Być może kilka osób zmieni nawyki, ale nawet jeśli to idą ciepłe miesiące. Noszenie chust, masek, szalików i tym podobnych sprawi że ludzie po pierwsze zaczną częściej dotykać twarzy i kumulować na nich chustach wirusy, a po drugie zmniejszy się czujność dzięki fałszywemu poczuciu bezpieczeństwa. Dlatego, już w trakcie majówki może się okazać że liczba zachorowań drastycznie wzrosła i wracamy do lockdownu. Nie trzeba wielkiej wyobraźni żeby przewidzieć co zrobią i jak będą się zachowywać tysiące ludzi po kilku tygodniach zamknięcia, czując się bezpiecznie dzięki perforowanym rękawiczką, masce na twarzy i podczas ciepłych, majowych dni przy grillu. Wszelkie standardy zalecane przez WHO pójdą w diabły wraz z trzecim piwkiem. 

 

Mutant COVID-19 

Prezydent USA oskarża WHO o dezinformację i chaotyczne działanie. Nie jest to precedens, a ciesząca się dobrą opinią wśród wielu ludzi organizacja, była już pozywana przez rządy za podawanie błędnych informacji. W końcu wszyscy ją finansujemy, więc można by oczekiwać rzetelności. Fakt że, i tym razem WHO nie wykazało się w wielu aspektach. Jednak płynące nie tylko od nich komunikaty wskazują że wirus może mutować na wiele różnych sposobów. Gorączka, kaszel, katar, trudności z oddychaniem, utrata węchu, utrata smaku, zmiany skórne, zmiany neurologiczne, zaburzenia świadomości, biegunka, … to tylko niektóre z baaaardzo długiej listy objawów. Za chwile się okaże że każde schorzenie jakie mamy jest przyczyną COVID-19. Jeżeli to tylko błędne informacje, źle zdiagnozowane i przekazywane w niespokojnych czasach dezinformacji to pal licho. Jednak jeśli wirus który początkowo powodował tylko kaszel i gorączkę a w 30% przypadków zapalenie płuc, nagle zaczyna faktycznie powodować dodatkowe problemy i to w takim tempie to nie jest dobrze. Pojawiają się już informacje o nawrotach choroby u osób wyleczonych, więc jeśli wirus mutuje w takim tempie że nasze organizmy się na niego nie uodporniają to z całą pewnością może nadejść druga fala zachorowań i ponowna zamrażarka dla polskich i światowych firm.

 

O ile dwa powyższe tematy są mało prawdopodobne i raczej prosze traktować je jako pesymistyczną wersje wydażeń o tyle trzeci powód lockdownu, wydaje nam się naprawde niebezpieczny, a mówi się o nim najmniej w światowych mediach.

 

Kraj kontrastów - Indie

O tym że Chiny mogły zafałszować podawane do WHO dane o faktycznej liczbie chorych i zmarłych mówi się od jakiegoś czasu. Jednak przy potędze gospodarczej, restrykcjach jakie wprowadzono i karności Chińczyków, z dużą dawką wiary można by uznać ich dane za wiarygodne. Jest jednak jeden kraj, który już w marcu zarządził całkowite zamknięcie, jednak bardziej na świat nież wewnętrzne. Indie to przeludniony, w wielu regionach ubogi i zacofany kraj o baaaardzo niskich standardach sanitarnych. W żaden sposób nie chcemy obrażać nikogo z Indii, ale fakt jest taki, że poza dzielnicami bogatych żyją miliony ubogich, stłoczonych razem ludzi, często nawet bez dostępu do świeżej wody nie mówiąc już o maseczkach czy rękawiczkach. Indie podjęły działania dość wcześnie, jednak płynące stamtąd informacje nie są optymistyczne. Da się znaleźć w sieci zdjęcia tysięcy ludzi, pozbawionych transportu czy opieki medycznej, maszerujących tłumnie z miast do swoich domów na wsi. Relacje, są bardzo pesymistyczne, a rozwarstwienie społeczne i system kastowy do tej pory panujący w Indiach nasuwa pytanie czy podawane przez nich dane dotyczą wszystkich mieszkańców czy tylko najwyższej kasty? Oto bowiem ten piękny i przeludniony kraj, posiadający niemal 1,400,000,000 mieszkańców ma wyniki zachorowań i zgonów na podobnym poziomie co… Polska. Przez długi czas różnica była liczona w setkach zachorowań, w ostatnim czasie ta różnica zaczęła rosnąć, ale nawet dzisiejsze dane są mało wiarygodne. W polsce przy 37mln mieszkańców podaje się około 7000 zachorowań i głośno mówi o tym że zdiagnozowanych jest tak mało bo brakuje testów. Ile więc powinno być zachorowań przy tej skali w kraju który ma ponad 35 razy więcej mieszkańców? Nie trudno wyliczyć że można by się spodziewać prawie 250’000 chorych. Ile zatem podaje rząd Indii do oficjalnych statystyk? Niecałe… 12’000 chorych. W takie dane, chyba nikt nie jest w stanie uwierzyć bez względu na pokłady dobrej woli. W żaden sposób nie życzymy mieszkańcom Indii zachorowań, ale jeśli nie mają jakiejś niespotykanej odporności, to oczywiste jest to że te dane są fałszywe. Jaki to ma wpływ na naszą gospodarkę? Indie są krajem rozwijającym się, dostarczającym wielu zasobów do Europy, Azji i Stanów. Jeśli panuje tam niekontrolowana, pandemia, ukrywana przez rząd to zupełnie nowe ognisko zakażeń spowoduje powrót COVID-19 na globalną skalę nawet jeśli u nas epidemia zostanie opanowana. Przy czym należy pamiętać że cała ludność w Europie to trochę ponad połowa ludności Indii. Nawet jeśli przyjąć te same standardy sanitarne (co jest oczywistą bzdurą) to sumując nasze zakażenia i mnożąc przez dwa, uzyskamy wmiarę realną liczbę chorych w Indiach… a wtedy włos jeży się na głowie i powstaje pytanie, czy na pewno odmrożenie gospodarki w tym momencie jest decyzją, z której rząd za chwilę nie wycofa się rakiem?